pokaż na mapie pomniejsz mapę pełny ekran > <
rozszerz mapę >

Nowy Sącz - Gdyby nie Sącz, Karski nie dałby świadectwa

Emisariusz władz Polskiego Państwa Podziemnego, kurier i świadek Holokaustu Jan Karski (właśc. Jan Kozielewski) nie doczekałby 2000 r. i nie przekazał światu prawdy o zagładzie Żydów, gdyby nie bohaterstwo sądeczan, którym przyszło walczyć o jego życie z narażeniem własnego. czytaj więcej

Karski wpadł w ręce gestapowców w czerwcu 1940 r. na Słowacji. Od chwili schwytania go przez Niemców był bacznie strzeżony. Próbował odebrać sobie życie w obawie o to, że Niemcy wymuszą na nim zeznania. Odratowany po próbie samobójczej trafił do szpitala w Nowym Sączu.

Personel zaangażowany w konspirację pomógł zorganizować akcję odbicia emisariusza przeprowadzoną przez ZWZ. Pracujący w szpitalu doktor Jan Słowikowski, zaprzysiężony żołnierz ZWZ, powtarzał Karskiemu, by „wyglądał na obłożnie chorego” i zawyżał mu odczyty temperatury. Zorganizował też spowiedź Karskiego, w czasie której przekazano księdzu prośbę o kontakt z sądecką łączniczką Zofią Rysiówną, która pojawiła się w szpitalu w przebraniu zakonnicy. Po wojnie tak wspominał to spotkanie:

„Przy moim łóżku pojawiła się Zofia Rysiówna w uniformie siostry zakonnej. Żądałem, żeby albo mnie odbili, albo przekazali cyjanek na wypadek tortur nie do zniesienia i zagrożenia ewentualnym wydaniem innych.

Po tygodniu, podczas wizyty lekarskiej, korzystając z pewnego zamieszania na korytarzu, gdzie siedzieli strażnicy, doktor Słowikowski powiedział mi, że tej nocy nastąpi ucieczka. O północy stanie w drzwiach sali i zapali papierosa. Na ten znak zdejmę szpitalną pidżamę i podążę na półpiętro, gdzie zastanę otwarte okno. Mam wejść na parapet i wyjrzeć na zewnątrz. Otrzymam hasło do wyskoczenia. Lekarz upewnił mnie, że straż będzie w tym czasie „smacznie spała”, co zrozumiałem jako uśpienie jej środkiem nasennym. Pacjenci też mieli spać...

Scenariusz ucieczki został zrealizowany w stu procentach. Pod szpitalem przejęła mnie grupa ratunkowa ze Zbigniewem Rysiem na czele. Wszyscy dotarliśmy nad Dunajec, przeprawili się kajakiem na drugi brzeg i ukryliśmy się w bezpiecznym miejscu w chłopskim gospodarstwie”. Wybawiony z opresji Karski ukrywał się najpierw w gajówce niedaleko Marcinkowic, a później w posiadłości Danuty i Ludwika Sławików we wsi Kąty pod Iwkową.

Dopiero po wojnie dowiedział się, że 21 sierpnia 1941 r. rozstrzelano 32 osoby bezpośrednio lub pośrednio związane z akcją odbicia go ze szpitala. Świadomość ta nie dawała mu spokoju do końca życia.

Komentarze
Musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się!
Zdjęcia